Kategorie

  • Brak kategorii

O wsparciu

Od kilku dni przechodzę kryzys pracowy. Mam dość wszystkiego i wszystkich. Chcę się zakopać w liściach albo uciec stąd w cholerę. Wymyśliłam, że kupię chatę na Podlasiu i będę hodować kozy. Reakcja otoczenia, które wspina się na wyżyny empatii, by mnie wesprzeć:
Żaba – a mogłabyś gdzieś bliżej? Będę do Ciebie przyjeżdżać.
Mała Mi – a nie możesz wybrać Bieszczad? Pojechałabym z Tobą.
Bliska koleżanka – Widzę to. Ty i kozy na polu. Pasujesz do takiego obrazka.
Osobista Kosmetyczka – Kozy? Przecież one śmierdzą. A i nie będziesz już chyba potrzebowała manicure, co nie?

Dłuższą rozmowę przeprowadziłam z Mamą G, która wysłuchała ile kosztuje jedno koźlątko i co będę tam robić z tymi kozami, których chcę 10 na początek, że wyłączę telefon, będę mieć ciszę i spokój i w ogóle będzie fajnie. Po każdym zdaniu przytakiwała mi tak, że naprawdę poczułam wsparcie. Na koniec jednak odarła mnie ze złudzeń:
- No dobrze, to powiedz mamie co takiego złego się dzisiaj wydarzyło?
- Ależ mamo?! W ogóle mnie nie wspierasz!
- Oj G, co jakiś czas masz kryzys zawodowy i chcesz hodować kozy. Albo owce. Przyzwyczaiłam się.

Dzwonię na drugi dzień. Mama G odbiera:
- No jak tam hodowczyni? Co dzisiaj słychać? Co z kózkami?

Dzwonię do Osobistej, żeby pożalić się na Mamę G, ale zamiast tego słyszę:
- G, czy mogłabyś nie popełniać jeszcze samobójstwa, bo mój facet ma do ciebie sprawę?
- Ale ja tylko te kozy chciałam… Nie, że od razu się zabić.
- Dmucham na zimne.

D&G

O jedzeniu

Kupiłam gorzką czekoladę z chili. Tania nie była. Pokazuję Żabie, mówiąc:
- Zobacz, co kupiłam! Będziemy miały do kawy.
Żaba, która nie znosi gorzkiej czekolady, ale bardzo chciałaby polubić, szczególnie z chili, bo to fajne połączenie jest, odpowiada zasępiona:
- Kurde, jak ja mam to zjeść, żeby mi przeszło przez gardło?
- Co??? Ja kupuję super drogą czekoladę, a Ty zastanawiasz się, jak ma Ci przejść przez gardło?
- No wiem… Szkoda na mnie czekolady.

Aż mi się jej zrobili szkoda, taka siwe smutna zrobiła.

- Idę coś zjeść – powiedziałam i wyszłam do socjalnego. Ale zaczaiłam się za naszymi drzwiami i przytrzymałam klamkę tak, żeby Żaba nie mogła wyjść z pokoju, bo to że pójdzie za mną, było więcej niż pewne. Nie było to dobrym pomysłem, bo mało nie oderwała mi dłoni, szarpiąc za nią intensywnie. Za klamkę, nie dłoń, oczywiście.
Pisnęłam z bólu, na co Żaba powiedziała:
- Ty mnie próbujesz zatrzymać? Przecież wiesz, że jeżeli chodzi o jedzenie, to ja jestem w stanie wyważyć te drzwi!

D&G

O kolorach

Drugi z rzędu ciężki dzień. Męczę się przeokrutnie z urzędnikami, podwykonawcami i inwestorami. Nikt nie współpracuje. Wiszę na telefonie cały dzień, nie stawiając przez to ani jednej kreski w żadnym z projektów, co wzmaga moja irytację. Na deser dzwoni Osobista Kosmetyczka.
- G, kurier przywiózł filc na ścianę.
Na marginesie dodam, że w nowym mieszkaniu Osobistej wymyśliłam jedną ścianę obłożoną filcem właśnie.
- O super. W końcu jakaś dobra wiadomość. I jak wygląda?
- Jest w kolorze błota.
- Ale miał być ciemno-szary!
- No wiem, dlatego dzwonię – Osobista cierpliwie tłumaczy.
Ręce mi opadły.
- Muszę Ci coś powiedzieć – zaczęłam powoli.
- Tak?
- Mam nadzieję, że jesteś daltonistką… – tutaj spodziewałam się jakiego wyrzutu ze strony Osobistej, ale usłyszałam:
- Ja też…

D&G

Priorytety

Po koncercie Macy Gray, na którym byłam m. in. z E Obsraną Miną, Mężem E Obsranej Miny oraz kilkoma innymi osobami, poszliśmy do wyżej wymienionych na wino. Dołączył do nas Seemann, który przyjechał na koncert ze swojej nadmorskiej miejscowości. E Obsrana Mina kręci się po kuchni i wydają dyspozycje:
- Mężu, polej alkohol.
Mąż E Obsranej Miny zerwał się i zabrał się za wyciąganie butelek z różnymi napitkami.
- Mężu, włącz muzykę – usłyszeliśmy w tak zwanym międzyczasie.
Mężczyźni, jak wiemy, są jednozadaniowi, toteż Mąż E Obsranej Miny porzucił butelki i zaczął biec w kierunku laptopa.
- E Obsrana Mina, zatrzymała go delikatnie i wydała rozkaz:
- Najpierw alkohol. Potem muzyka…

Priorytety muszą być. Nie ma to tamto.

D&G

O urlopie. Part two

I z drugiej strony:
Rozmawiam z Żoną Szpicbródki o urlopie:
- Ale to gdzie jedziecie? – pytam.
- Nie wiem jeszcze, jak z czasem będzie.
- A jakbyście jechali to tylko we dwójkę, czy z kimś?
- Mam jechać z mężem na urlop sama? Zapomnij! Będę się nudzić jak mops. A jak pojedziemy ze znajomymi, to się jakoś rozmyje w tłumie…

Zaczynam wierzyć w instytucję małżeństwa…

D&G

O urlopie

- O Boże jaki jestem zmęczony, pojechałbym na urlop – żali mi się jeden z podwykonawców.
– Przecież dopiero co wróciłeś z wakacji !? – mówię zdziwiona.
- Byłem z żoną, to nie wakacje…

D&G

O wsparciu

2Porsze stał się męczącym i trudnym klientem. Ci chwilę coś zmienia i dodaje w projekcie. Przestało to być zabawne.  Narzekam Małej Mi, co jeszcze wymyślił. Wyżej wymieniona, wysłuchuje litanii zachcianek i komentuje:
- Ty, G, może mu jeszcze trawnik będziesz kosić?

D&G

O sprawach kosmetycznych

Rozmawiamy w socjalnym o sprawach kosmetycznych. Żaba (wiadomo), Żona Szpicbródki, ja i jeszcze dwie inne laski z naszego piętra. Motyw przewodni: naczynka, a raczej ich zamykanie. Wszystkie dziewczyny opowiadają gdzie najlepiej i najtaniej to zrobić. Żaba słucha, słucha i w końcu dopuszczona do głosu mówi:
- Ja to bym sobie zamknęła naczynka tu i tu i tu o jeszcze tu – jednocześnie pokazuje różne miejsca na twarzy i dodaje – a tak w ogóle to bym sobie całą twarz zamknęła!
- Ty sobie weź od razu odetnij na szyi
dopływ krwi, co? Będzie szybciej – pomogłam jej.

A ile jej kasy przy okazji pomogłam zaoszczędzić…

D&G

O ekonomii

Poszliśmy we trzy (Żaba, Twarda i ja) na kolację do syryjskiej knajpy któregoś wieczoru. Jemy, pijemy, plotkujemy. Przychodzi do płacenia. Zastanawiamy się, czy kartą, czy gotówką, w końcu Twarda mówi:
- Dziewczyny, ja mogę zapłacić w ramach mojej nagrody? (w dziedzinie ekonomii – mam sławną koleżankę!).
Nastąpiła cisza, aż w końcu nie wytrzymałam:
- Ty płacisz, a ja tylko bób zamówiłam?
- Nieźle to wymyśliłam, nie? W końcu za coś tę nagrodę musieli mi przyznać – powiedziała zadowolona z siebie Twarda.

D&G

O żabiej ciekawości

Żaba, która od trzech dni ma traumę pourlopową, gdyż nie może się ogarnąć po miesiącu odpoczywania, stęka, podsypia i gra w kulki cały bity dzień.
W końcu o 12 słyszę:
- G, idę do domu, nie dam rady, spać mi się chce. Wina mi się chce, hamaku mi się chce…
- Spoko leć, za godzinę ma przyjść mój przyjaciel z nadmorskiej miejscowości (zwany przeze mnie Seemannem), żeby popracować pomiędzy spotkaniami, bo nie ma się gdzieś podziać.
- Co? Tu przyjedzie? A przystojny?
- Oj Żabo…
- Dobra zostaję, muszę go zobaczyć.
- Ale on będzie dopiero za godzinę, a Ty miałaś iść do domu.
- To nic. Poczekam.
- I co będziesz robić?
- Prześpię się…

D&G

O lanczu

- Kiedy będziesz w MSiB*? – spytała mnie Mama G, via telefon.
- Jutro muszę być na budowie, więc zajrzę do Ciebie – odpowiedziałam do rodzicielki swej.
- Ale że o której? – rodzicielka zaczęła dociekać.
- No nie wiem dokładnie ile mi zejdzie. Gdzieś koło 11.
- Będziesz jadła obiad? – Mama G jest konkretną osobą i lubi znać wszelkie szczegóły, żeby np. nie być zaskoczoną, że będę głodna, gdy ją odwiedzę. Warto, więc, przewidzieć takie sprawy wcześniej. W tym przypadku powinnam wiedzieć, czy będę głodna jutro o 11. Dobrze, że nie spytała jaki jutro będę miała humor, nie chciałabym się jej narazić brakiem wiedzy w tym temacie.
- Raczej nie. O tej godzinie? Może jakiś mały lanczyk.
- Czyli że co? – wyczułam już lekkie zniecierpliwienie po drugiej stronie łącza.
- No lancz, to taki obiad, tylko po warszawsku – próbowałam zażartować. Niepotrzebnie.
- Po warszawsku? Obiad? O czym ty mówisz? To mam zrobić ten obiad? – zniecierpliwienie skoczyło poziom wyżej.
- Oj mamuś, nie będę jadła obiadu o 11.
- Lanczyk, sranczyk. Konkretnie. Jak obiadu nie, to na lancz herbatę podam!
- To u ciebie się na lancz je herbatę?
- Tak!
- To ja sobie zjem jabłko w samochodzie.
- Dobrze, a potem zajedź na herbatę.
- Mlask!

D&G

* MSiB – Miasto Seksu i Biznesu.

Dlaczego?

- Dlaczego nie piszesz nic ostatnio na blogu? Chętnie bym coś poczytała – powiedziała do mnie Żaba dzisiaj w pracy.
- Chętnie byś coś poczytała o sobie? – lekko złośliwie dorzuciłam. Lekko.
- Nie, nie – odpowiedziała szybko – chętnie bym coś poczytała w ogóle. O bohaterach bloga np. – tutaj chwilę pomyślała i dodała – …a że głównym bohaterem jestem ja, to już inna sprawa.

Żaba, którą lekko uraziła żabia definicja tajemnicy (klik), postanowiła pokazać mi, że jednak można tę tajemnicę dochować i podzielić się nią ze światem zewnętrznym (w tym przypadku światem tym była Twarda, z którą umówiliśmy się na kolację), samej jej nie zdradzając. I dzięki temu można być w porządku wobec osoby, którajej tę tajemnicę powierzyła (w tym przypadku osobą tą byłam ja, niestety).
- G, powiedz Twardej, co się wczoraj u Ciebie mega ważnego i tajemniczego wydarzyło i co w związku z tym robiłaś późnym wieczorem – powiedziała wyżej wymieniona, jak tylko usiadłyśmy przy stoliku w knajpie.
- Eeeee – odpowiedziałam zaskoczona.

A Twarda wiadomo, zastrzygła uszami i nie odpuściła…

D&G

O wycenach

Wysyłam podwykonawcy koncepcję budynku do wyceny projektu branżowego. Duży dom z basenem, na bogato. Otrzymuję maila bez wyceny, ale za to z komentarzem:
- Mają rozmach skurwysyny!

D&G

Joł men

Wymieniam się z Mamą G smsami. W pewnym momencie zaczyna marudzić.
- Bosz – komentuję.
- Co to „bosz”? – pyta.
- Boże, tylko po hipstersku – odpisuję.
- Czaję – szybko dostaję odpowiedź.

Mama G jest cool dziewczyna.

D&G

O słuchaniu ze zrozumieniem

- Nikt mnie nie słucha – poskarżyła się moja ulubiona żabia koleżanka z pracy.
- Ja cię słucham – odpowiedziałam szybko – powiedz mi ładnie o co chodzi.
- Muszę wykazać, że… – i tutaj usłyszałam potok dziwnych niezrozumiałych dla mnie fachowych określeń z żabiej pracy.
- Możesz powtórzyć?  – poprosiłam, bo nie mogłam się skupić już na trzecim wyrazie. 
- Muszę wykazać, że…
Zadzwonił telefon. Odebrałam z ulgą. Żaba spojrzała na mnie, strzyknęła jadem i zapytała:
- Przestałaś słuchać po drugim słowie?
- Tak.
- Chociaż szczera jesteś.

D&G

O pomocnej dłoni

- Skąd wracasz? – słyszę w słuchawce. Rozmawiam z kolegą.
- Z siłki – odpowiadam.
- G, siedziałaś w pracy do 19 i jeszcze poszłaś na siłkę? – opierdol wisi w powietrzu.
- No wiem, ale byłam tak niezdrowo podniecona, że musiałam się styrać – tłumaczę.
- Następnym razem zadzwoń do mnie. Styram cię tak porządnie, że się nie podniesiesz.

Warto mieć przyjaciół. Pomogą, kiedy tego potrzebujesz.

D&G

Żabie wyżyny

- Jesu, ale dzień – mówi do mnie Żaba, przy wspólnym późnym obiedzie, który zresztą dla mnie zrobiła. Żaba jest w porządku.
- Muszę się wspiąć na wyżyny swojego intelektu, żeby jeszcze jeden temat ogarnąć – kontynuuje, patrząc z zadowoleniem, jak pochłanianiam posiłek. Przepyszny zresztą.
- Na wyżyny czego? – pytam z pełnymi ustami.
- Intelektu.
- Czego?
- No intelektu! – powtórzyła z rozpędu i w końcu zajarzyła – pieprz się, G.

O obiedzie, który zrobiła dla mnie (i dla siebie też) Żaba, od rana wiedzieli wszyscy, m. in. laski z Barcelony, bo wyżej wymieniona wrzuciła zdjęcia na wspólny komunikator. Było to widocznie ważne przedsięwzięcie. Jak się okazało potem, najważniejsze. Gwiazda wpadła do biura przed 12, pogadałyśmy chwilę, po czym zaczęłam się ubierać.
- Gdzieś ty idziesz? – usłyszałam oburzenie.
- Mam spotkanie w innym mieście – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Ale wrócisz…?
- Do biura?
- Na obiad!

Praca nieważna, poczeka. Brzuszek nie…

D&G

O pomocy w rodzinie

Żabi Mąż poprosił małżonkę swą o  pomoc. Otóż miała ona udać się po drodze z pracy do domu (czy też odwrotnie) po materiały niezbędne do jego pracy. Tego męża pracy. Żabiego zresztą. Poleciała, kupiła, wraca. Zadowolona i spocona. Trochę, bo pędziła. Dzwoni do niego, oczekując pochwały. A po drugiej słuchawki wytłumaczono jej spokojnie, że musi jechać ponownie, gdyż kupiła rzeczy nie takie jak trzeba. Żaba zmełła przekleństwo w ustach i jako, że było za pięć do zamknięcia sklepu, zadzwoniła do pana sklepikarza, żeby nas nią poczekał. Przysłuchuję się rozmowie z zainteresowaniem. Zresztą, nawet gdybym nie chciała się przysłuchiwać, to nie mam wyjścia, Żaba mi na to nie pozwala, bo jest podekscytowana i głośna. Tak dla odmiany.
- Dzień dobry, byłam u Pana dzisiaj po te rzepy, ale kupiłam złe.
- No dzisiaj byłam – tłumaczy – no wiem, że dzisiaj było dużo ludzi. Rzepy dla Żabiego Męża kupiłam… – Żaba zaczyna tracić cierpliwość.
- No dobra, jestem żoną tego faceta, który przyjeżdża do pana regularnie i strasznie marudzi – tutaj rozpromieniła się, spojrzała na mnie i wyszeptała w moją stronę – zczaił.
- Żabo, jak wy wiele macie z Żabim Mężem wspólnego… – dodałam ze wzruszeniem.

D&G

O języku polskim

Pamiętacie, że Mama G fantastycznie używa języka polskiego. Tak po swojemu. Niezorientowanych odsyłam do wpisu: Jeszcze tylko o Mamie G.
Dzisiaj via fon usłyszałam:
- Nie wytrzymam do 23 maja.
- A co masz 23 maja?
- Idę do Osobistej Kosmetyczki na manicure.
- A co się teraz dzieje?
- Pazury mi rosną jak u JASZCZĘBIA.
Popłakałam się. Naprawdę.

D&G

O wołach

- I tam, do tej restauracji Inwestor chce wnosić półtusze wołowe, by na oczach klientów robić z nich steki – przekazuję  podwykonawczyni wytyczne do projektowania – nie nam oceniać, czy to jest fajne do oglądania.
- Ale pani G, z racicami?

D&G