Kategorie

  • Brak kategorii

Groźba

Jakiś czas temu Żaba walnęła focha.
- Nie gadam z Tobą, G! W ogóle!
- Do kiedy? – spytałam konkretnie, bo ja konkretna dziewczyna jestem i wolę wiedzieć, jak sobie ułożyć grafik na resztę dnia. Grafik z Żabą,  oczywiście.
- Daj mi 30 sekund.

To se ułożyłam…

D&G

Mallorca part 3

Żaba tuż po zarezerwowaniu biletów, była w takiej euforii wyjazdowej (ja, zresztą, również), że siedziała w mapach i przewodnikach przez pół dnia. Ja w tym czasie dzwoniłam do moich dziewczyn informując je o wyjeździe. Żaba przy konsolecie na hasło: „teraz” puszczała pieśń przewodnią (kilk), śpiewając głośno refren (czyli drąc się). Emocje muszą być.
Dzwonię do Małej Mi.
- Gdzie jest teraz Mała Mi? – pyta Żaba.
- Mówi, że w robocie – przekazuję słowa Małej Mi.
- A Żaba gdzie jest? – pyta Mała Mi zdziwiona.
- Ja? – odpowiada Żaba, bo Mała Mi była na głośnym – ja, kochana jestem na Majorce!
- Nie jestem zdziwiona – odrzekła niezdziwiona Mała Mi.

W tak zwanym międzyczasie (późna jesień) pojechałyśmy se z Żabą do Toskanii na weekend. Klasycznie popierdoliłam termin wylotu, myśląc, że lecimy we czwartek, a nie we środę.
Dzień przed wyjazdem do Żaby dzwoni Twarda:
- Jak tam dziewczynki, pakujecie się? – pyta.
- Ja tak – odpowiada moja koleżanka z biura i dodaje – a G odwołuje wszystkie spotkania z dnia wylotu. Jak zwykle zresztą. I jeszcze sterylizację psa też. Czaisz, że umówiła się do weterynarza w czasie jak będziemy leciały?
Pośmiechujkom nie było końca przez dwa tygodnie. Po którejś z nich się zbulwersowałam dość mocno i odfuknęłam, że to zdarzyło się tylko raz. Czyli, że przypadek.
Żaba radośnie i niezwykle pewna siebie zapytała:
- No dobrze G, to powiedz nam wszystkim, kiedy lecisz na Majorkę.
- 12 stycznia! – odpowiedziałam zadowolona.
- No to gratuluję, bo my wszystkie 13… Ale jest progres. Poczekasz na nas na lotnisku.
- Mlask!

- Jakie stroje? – spytała mnie dzisiaj moja serdeczna koleżanka z Gdańska.
- Wygodne plus kiecka na balety – odpowiadam.
- G, G, jesteś jak Richard Gere z Pretty Woman, a my wszystkie jak zbiorowa Julia Roberts!
- Ale dlaczemu akurat jak on?
- Oj, Bosz, w ogóle nie kminisz. Nie, że jak on dosłownie w wersji męskiej. Chodzi mi o wersję organizacyjną (jak wiemy płcie (czytaj pcie) dzieli się na wersję żeńską, męską i organizacyjną). Bo on jej kazał kupić sukienkę na wieczór, a ona nie chciała, a on potem ją zabrał odrzutowcem na drugi koniec kraju…

- G, Majorka to ponoć nowa Ibiza – dowiedziałam się dzisiaj od Osobistej.
- Qué? – spytałam po hiszpańsku, bo tam trza w tym języku się porozumiewać. To słowo jest najważniejsze, jak wiemy.
- No, Ibiza jest już niemodna, teraz wszyscy jeżdżą na Majorkę, żeby się zabawić.
- No i fajnie – ucieszyłam się.
- Tylko, że na balatach za drinki robi się loda. Ile drinków, tyle lodów. Wyczytałam to dziś w internetach.
- …
- G, może weźmy więcej euro? Chyba stać nas na alkohol?

D&G

W godzinach pracy

Godzina 14. Dzwonię do kosztorysanta.
- Dzień dobry, G z tej strony. Może pan rozmawiać o projekcie? – pytam przezornie, bo słyszę dziwny pogłos w telefonie.
- Tak pani G, jestem w wannie, możemy gadać.
- Eeeee…

Tak mnie to zaskoczyło, że spięłam pośladki aż miło. Podciągnęłabym to pod trening, ale nie zdążyłam włączyć endomondo.

D&G

Takie sobie wymarzyłam

Spotkanie z Inwestorką, która przyszła ze swoją projektantką wnętrz. Projektantka owa jest moją dobra znajomą. Rozmawiamy o koncepcji domu, który przedstawiam i ogólnie o wytycznych.
- Ja to bym chciała do sypialni drzwi przesuwne – powiedziała w pewnym momencie Inwestorka tonem, jakby te drzwi były najważniejsze w domu.
- Oczadziałaś? Po co ci tam drzwi przesuwne? – spytała zdziwiona Projektantka Wnętrz z wrodzoną sobie delikatnością.
- No, żeby je otwierać i zamykać – odpowiedziała Inwestorka z pełną powagą.
Jak już doszłyśmy do siebie, bo nam, z kolei, nie udało się zachować powagi, Inwestorka chichrając się razem z nami, dodała:
- I jeszcze bym chciała takie łóżko wysokie. Takie ze skrzynią na różne rzeczy. Wiecie jakie?
- A co Ty będziesz trzymać w tym łóżku? – Projektantka Wnętrz drążyła zawzięcie.
- Bombki…

Spotkania z niektórymi inwestorami są bolesne dla mięśni brzucha.

D&G

Mallorca part 2

- Czy Ty wiesz, że my już za tydzień lecimy na Majorkę? – spytała mnie Mama G rano.
- No wiem, cała jestem w stresie.
- Czemu? Że nie zdążysz się spakować? – Mama G ma zdecydowanie inny tryb życia niż ja. Zaczyna pakowanie co najmniej tydzień przed wyjazdem, układając sobie komplety na łóżku na każdy dzień podróży. Przy czym kompletem nazywamy zestaw góra – dół. Wszystko do siebie pasuje i gra. Jak wiemy, nie odziedziczyłam tej cechy po swojej rodzicielce.
- Nieee. Że nie zdążę z pracą.
- Łeee, to żaden problem. Spakować się trzeba!

Priorytety w życiu trza sobie ustalić.

D&G

Samouwielbienie

Pracujemy. Każda przy swoim kompie.
- Nie, no jesteś rewelacyjna! O wszystkim pomyślałaś! – powiedziałam z euforią używając imienia swojego i Żaby przy okazji (bo jak pamiętacie, mamy identyczne).
- Nic nie mówiłam – odpowiedziała zdziwiona Żaba – za co mnie chwalisz?
- Ciebie za nic, mówiłam do siebie.

D&G

Jestę architektę

O pierwszej w nocy dzwoni telefon. Jako, że ostatnimi czasy jestem Miszczem Spania, oddawałam się swojej ulubionej czynności, czyli że spaniu. Wytrącona z którejś fazy REM, podnoszę telefon i widzę pyszczek Osobistej Kosmetyczki. Wrodzony instynkt samozachowawczy nie pozwolił mi odebrać telefonu. I dobrze, jak się okazało nad ranem. Czytam smsy, bo Osobista mimo tego, że nie odebrałam telefonu, twardo próbowała się dobić:
- Czy Ty śpisz?
- Śpisz?
- Nie mów, że śpisz.
- Zajebałaś sprawę.
I koniec. Zostawiła mnie z tym na całą noc. Oczywiście spałam w niewiedzy,że jakiekolwiek smsy w ogóle do mnie dotarły, ale co by było gdybym wiedziała? Co wtedy?

Rano (o jedenastej) dzwonię do Osobistej, by uzyskać odpowiedź na ostatniego smsa. Reszta mnie nie zdziwiła.
- Z kim piłaś? – pytam.
- Z Magdą – odpowiedziała niewzruszona Osobista i dodała – piłyśmy wino i po butelce stwierdziłyśmy, że w kuchni nie mam głośników zaprojektowanych. I doszłyśmy do wniosku, że są wręcz niezbędne i to wszystko twoja wina i że zajebałaś sprawę.
- Powiedziała to na jednym wdechu, Bóg mi świadkiem – pomyślałam z szacunkiem. Przypomnę, że robiłam projekt aranżacji wnętrz nowego mieszkania Osobistej, do którego wprowadziła się w Wigilię.
- Dlaczego ja właściwie nie mam głośników w kuchni?! – spytała Osobista po wzięciu oddechu.
- Bo nie chciałaś – odpowiedziałam spokojnie i zgodnie z prawdą, zresztą.
- Eeeee… – i jak już dotarło co usłyszała, zachowując resztki godności dodała – dlaczego mnie w ogóle słuchałaś? Jesteś złą projektantką!

Żalę się Żabie, że moja Osobista mnie opierdoliła, że źle jej zaprojektowałam kuchnię. Żaba spokojnie wysłuchała i skomentowała:
- Ty, no widocznie te głośniki są jej tam potrzebne! Jak pije wino…

Żaba zawsze jest po mojej stronie.

D&G

Mallorca part 1

Jako, że moje okrągłe urodziny zbliżają się nieubłaganie i niestety nie jest to trzydziestka, postanowiłam zaprosić moje najbliższe przyjaciółki i koleżanki do celebrowania ze mną tej ważnej daty, półmetku życia wg statystyk (chyba jakichś z dupy, bo patrząc na tryb życia jaki prowadzę, to na bank nie dożyję emerytury o osiemdziesiątce nie wspominając) w jakimś odległym miejscu, najlepiej na Majorce. Bo czemu nie? Co nie? Po przeanalizowaniu listy kontaktowej w telefonie, komputerze, kalendarzu papierowym i w głowie, uzbierał mi się zestaw 13 wspaniałych kobiet, które od jakiegoś czasu (nieważne jak długiego, ważne jak intensywnego) towarzyszą mi w mojej drodze życiowej. Żaba, jako najlepsza organizatorka lotów i hoteli skupiła się na logistyce. Zza kompa słyszę:
- G, Twoja Mama siedzi obok mnie w samolocie. Przypadek?
- Nie sądzę – odpowiadam. Na marginesie dodam, że Mama G leci z nami, bo jest moją najlepszą przyjaciółką (no i zna mnie całe życie).
- Oczywiście, że przypadków nie ma – odpowiada sama sobie Żaba – nawet Easy Jet wie, że się lubimy.

Godzinę później dzwonię do Mamy G, by przekazać jej, że w samolocie siedzi obok Żaby.
- Ale super! Uwielbiam Żabę! – ucieszyła się moja rodzicielka. Zbyt radośnie wg mnie, bo co jest to siedzenie obok Żaby? Że niby nagroda? Pff…
- A ja siedzę daleko od Was! – dorzucam na koniec zmartwiona.
- Trudno.

Nie lubię lizusów.

D&G

O myśli technologicznej

- G, pijemy kawę? – spytała mnie Żaba około południa w socjalu, gdzie oprócz nas nowa koleżanka z pokoju obok odgrzewała sobie obiad. Pomijam to, że kawę rzuciłam trzy lata temu, potem wróciłam do niej przez Żabę na kilka tygodni teraz znów rzuciłam (-sorry G, ale nie dostałaś mojej aprobaty na rzucenie kawy – usłyszałam któregoś dnia).
- Yhm – odrzekłam pełnym zdaniem.
- Kupię nam spieniacz mleka – Żabę poniosło.
- Tylko nie ten za 150 zł – przestraszyłam się, bo ostatnio mimowolnie stałam się współposiadaczką co prawda pięknych, ale kurewsko drogich filiżanek do kawy dla naszych gości, które Żaba nam zamówiła, nie do końca konsultując powyższy zakup ze mną.
- Nieeeeeee, kupię tańszy – usłyszałam jakby nutkę fałszu w żabim głosie – kupię nam indukcyjny.
- A jaki to jest? – zaciekawiłam się.
- Taki co kręci mleko przy pomocy pola magnetycznego.
Trzy sekundy ciszy i obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Łzy ciurkiem leciały mi po twarzy. Żabie zresztą też.
- Przepraszam G, nie wiem, czemu to powiedziałam, to przecież nic nie wniosło – dodała Żaba, jak już się uspokoiłyśmy.
W tym czasie koleżanka patrzyła nas jak na idiotki.
- A ty, Żabo to kim jesteś z zawodu? – spytała.
- Inżynierem – odpowiedziała Żaba.
- Widać… – dodała nowa koleżanka.

D&G

Przełom/przełam

- Dlaczego ty wciąż nic nie piszesz na blogu? – spytała mnie ponownie Żaba któregoś dnia nie mam co czytać w pracy.
- W sumie to moje pieprzenie o braku czasu, to o kant dupy rozbić – pomyślałam. I potem ponownie zagłębiłam się w myślach, bo mój kolega zwykł powtarzać, że pięć minut w kiblu to się zawsze znajdzie. Na koniec tych moich przemyśleń, które trwały 15 sekund, czyli dokładnie tyle, że Żaba nie zorientowała się, że odpłynęłam myślami daleko, daleko het w kierunku kóz i Podlasia, rzekłam:
- Właśnie nie wiem, ale obiecuję, że się poprawię.

Ta rozmowa była ze dwa miesiące temu.

Dzisiaj:
- G, weź coś napisz w końcu – usłyszałam ponowny wyrzut. Od Żaby, która, jak przypominam, nie chciała czytać tego bloga.
- Dobra. Zrobię to – euforia mnie poniosła.
- Ale na pewno nie pamiętasz tych wszystkich fantastycznych rzeczy, które się nam przydarzyły w ciągu ostatnich 6 miesięcy – zasmuciła się naprawdę szczerze.
Jestem niemal pewna, że chodziło jej tylko i wyłącznie o wartości merytoryczne, a nie o głównego bohatera.

Tak, czy inaczej, z nowym rokiem albo nie, jestem znów.
Dobrego dwa tysiące siedemnastego!

D&G

Opieprz

- Dlaczego nic nowego o mnie nie piszesz na blogu? – Żaba naskoczyła na mnie któregoś dnia z rana.
- Eeeee, booo… No, o nikim nie piszę. Nie miałam ostatnio czasu… – tłumaczę się, jak zwykle pokrętnie.
- Ale to jest jedyna literatura z jaką mam kontakt ostatnimi czasy!

D&G

O wsparciu

Od kilku dni przechodzę kryzys pracowy. Mam dość wszystkiego i wszystkich. Chcę się zakopać w liściach albo uciec stąd w cholerę. Wymyśliłam, że kupię chatę na Podlasiu i będę hodować kozy. Reakcja otoczenia, które wspina się na wyżyny empatii, by mnie wesprzeć:
Żaba – a mogłabyś gdzieś bliżej? Będę do Ciebie przyjeżdżać.
Mała Mi – a nie możesz wybrać Bieszczad? Pojechałabym z Tobą.
Bliska koleżanka – Widzę to. Ty i kozy na polu. Pasujesz do takiego obrazka.
Osobista Kosmetyczka – Kozy? Przecież one śmierdzą. A i nie będziesz już chyba potrzebowała manicure, co nie?

Dłuższą rozmowę przeprowadziłam z Mamą G, która wysłuchała ile kosztuje jedno koźlątko i co będę tam robić z tymi kozami, których chcę 10 na początek, że wyłączę telefon, będę mieć ciszę i spokój i w ogóle będzie fajnie. Po każdym zdaniu przytakiwała mi tak, że naprawdę poczułam wsparcie. Na koniec jednak odarła mnie ze złudzeń:
- No dobrze, to powiedz mamie co takiego złego się dzisiaj wydarzyło?
- Ależ mamo?! W ogóle mnie nie wspierasz!
- Oj G, co jakiś czas masz kryzys zawodowy i chcesz hodować kozy. Albo owce. Przyzwyczaiłam się.

Dzwonię na drugi dzień. Mama G odbiera:
- No jak tam hodowczyni? Co dzisiaj słychać? Co z kózkami?

Dzwonię do Osobistej, żeby pożalić się na Mamę G, ale zamiast tego słyszę:
- G, czy mogłabyś nie popełniać jeszcze samobójstwa, bo mój facet ma do ciebie sprawę?
- Ale ja tylko te kozy chciałam… Nie, że od razu się zabić.
- Dmucham na zimne.

D&G

O jedzeniu

Kupiłam gorzką czekoladę z chili. Tania nie była. Pokazuję Żabie, mówiąc:
- Zobacz, co kupiłam! Będziemy miały do kawy.
Żaba, która nie znosi gorzkiej czekolady, ale bardzo chciałaby polubić, szczególnie z chili, bo to fajne połączenie jest, odpowiada zasępiona:
- Kurde, jak ja mam to zjeść, żeby mi przeszło przez gardło?
- Co??? Ja kupuję super drogą czekoladę, a Ty zastanawiasz się, jak ma Ci przejść przez gardło?
- No wiem… Szkoda na mnie czekolady.

Aż mi się jej zrobiło szkoda, taka się smutna zrobiła (tutaj moja polonistka klnie siarczyście za powtórzenie).

- Idę coś zjeść – powiedziałam i wyszłam do socjalnego. Ale zaczaiłam się za naszymi drzwiami i przytrzymałam klamkę tak, żeby Żaba nie mogła wyjść z pokoju, bo to że pójdzie za mną, było więcej niż pewne. Nie było to dobrym pomysłem, bo mało nie oderwała mi dłoni, szarpiąc za nią intensywnie. Za klamkę, nie dłoń, oczywiście.
Pisnęłam z bólu, na co Żaba powiedziała:
- Ty mnie próbujesz zatrzymać? Przecież wiesz, że jeżeli chodzi o jedzenie, to ja jestem w stanie wyważyć te drzwi!

D&G

O kolorach

Drugi z rzędu ciężki dzień. Męczę się przeokrutnie z urzędnikami, podwykonawcami i inwestorami. Nikt nie współpracuje. Wiszę na telefonie cały dzień, nie stawiając przez to ani jednej kreski w żadnym z projektów, co wzmaga moja irytację. Na deser dzwoni Osobista Kosmetyczka.
- G, kurier przywiózł filc na ścianę.
Na marginesie dodam, że w nowym mieszkaniu Osobistej wymyśliłam jedną ścianę obłożoną filcem właśnie.
- O super. W końcu jakaś dobra wiadomość. I jak wygląda?
- Jest w kolorze błota.
- Ale miał być ciemno-szary!
- No wiem, dlatego dzwonię – Osobista cierpliwie tłumaczy.
Ręce mi opadły.
- Muszę Ci coś powiedzieć – zaczęłam powoli.
- Tak?
- Mam nadzieję, że jesteś daltonistką… – tutaj spodziewałam się jakiego wyrzutu ze strony Osobistej, ale usłyszałam:
- Ja też…

D&G

Priorytety

Po koncercie Macy Gray, na którym byłam m. in. z E Obsraną Miną, Mężem E Obsranej Miny oraz kilkoma innymi osobami, poszliśmy do wyżej wymienionych na wino. Dołączył do nas Seemann, który przyjechał na koncert ze swojej nadmorskiej miejscowości. E Obsrana Mina kręci się po kuchni i wydają dyspozycje:
- Mężu, polej alkohol.
Mąż E Obsranej Miny zerwał się i zabrał się za wyciąganie butelek z różnymi napitkami.
- Mężu, włącz muzykę – usłyszeliśmy w tak zwanym międzyczasie.
Mężczyźni, jak wiemy, są jednozadaniowi, toteż Mąż E Obsranej Miny porzucił butelki i zaczął biec w kierunku laptopa.
- E Obsrana Mina, zatrzymała go delikatnie i wydała rozkaz:
- Najpierw alkohol. Potem muzyka…

Priorytety muszą być. Nie ma to tamto.

D&G

O urlopie. Part two

I z drugiej strony:
Rozmawiam z Żoną Szpicbródki o urlopie:
- Ale to gdzie jedziecie? – pytam.
- Nie wiem jeszcze, jak z czasem będzie.
- A jakbyście jechali to tylko we dwójkę, czy z kimś?
- Mam jechać z mężem na urlop sama? Zapomnij! Będę się nudzić jak mops. A jak pojedziemy ze znajomymi, to się jakoś rozmyje w tłumie…

Zaczynam wierzyć w instytucję małżeństwa…

D&G

O urlopie

- O Boże jaki jestem zmęczony, pojechałbym na urlop – żali mi się jeden z podwykonawców.
– Przecież dopiero co wróciłeś z wakacji !? – mówię zdziwiona.
- Byłem z żoną, to nie wakacje…

D&G

O wsparciu

2Porsze stał się męczącym i trudnym klientem. Ci chwilę coś zmienia i dodaje w projekcie. Przestało to być zabawne.  Narzekam Małej Mi, co jeszcze wymyślił. Wyżej wymieniona, wysłuchuje litanii zachcianek i komentuje:
- Ty, G, może mu jeszcze trawnik będziesz kosić?

D&G

O sprawach kosmetycznych

Rozmawiamy w socjalnym o sprawach kosmetycznych. Żaba (wiadomo), Żona Szpicbródki, ja i jeszcze dwie inne laski z naszego piętra. Motyw przewodni: naczynka, a raczej ich zamykanie. Wszystkie dziewczyny opowiadają gdzie najlepiej i najtaniej to zrobić. Żaba słucha, słucha i w końcu dopuszczona do głosu mówi:
- Ja to bym sobie zamknęła naczynka tu i tu i tu o jeszcze tu – jednocześnie pokazuje różne miejsca na twarzy i dodaje – a tak w ogóle to bym sobie całą twarz zamknęła!
- Ty sobie weź od razu odetnij na szyi
dopływ krwi, co? Będzie szybciej – pomogłam jej.

A ile jej kasy przy okazji pomogłam zaoszczędzić…

D&G

O ekonomii

Poszliśmy we trzy (Żaba, Twarda i ja) na kolację do syryjskiej knajpy któregoś wieczoru. Jemy, pijemy, plotkujemy. Przychodzi do płacenia. Zastanawiamy się, czy kartą, czy gotówką, w końcu Twarda mówi:
- Dziewczyny, ja mogę zapłacić w ramach mojej nagrody? (w dziedzinie ekonomii – mam sławną koleżankę!).
Nastąpiła cisza, aż w końcu nie wytrzymałam:
- Ty płacisz, a ja tylko bób zamówiłam?
- Nieźle to wymyśliłam, nie? W końcu za coś tę nagrodę musieli mi przyznać – powiedziała zadowolona z siebie Twarda.

D&G