Kategorie

  • Brak kategorii

O żabiej ciekawości

Żaba, która od trzech dni ma traumę pourlopową, gdyż nie może się ogarnąć po miesiącu odpoczywania, stęka, podsypia i gra w kulki cały bity dzień.
W końcu o 12 słyszę:
- G, idę do domu, nie dam rady, spać mi się chce. Wina mi się chce, hamaku mi się chce…
- Spoko leć, za godzinę ma przyjść mój przyjaciel z nadmorskiej miejscowości (zwany przeze mnie Seemannem), żeby popracować pomiędzy spotkaniami, bo nie ma się gdzieś podziać.
- Co? Tu przyjedzie? A przystojny?
- Oj Żabo…
- Dobra zostaję, muszę go zobaczyć.
- Ale on będzie dopiero za godzinę, a Ty miałaś iść do domu.
- To nic. Poczekam.
- I co będziesz robić?
- Prześpię się…

D&G

O lanczu

- Kiedy będziesz w MSiB*? – spytała mnie Mama G, via telefon.
- Jutro muszę być na budowie, więc zajrzę do Ciebie – odpowiedziałam do rodzicielki swej.
- Ale że o której? – rodzicielka zaczęła dociekać.
- No nie wiem dokładnie ile mi zejdzie. Gdzieś koło 11.
- Będziesz jadła obiad? – Mama G jest konkretną osobą i lubi znać wszelkie szczegóły, żeby np. nie być zaskoczoną, że będę głodna, gdy ją odwiedzę. Warto, więc, przewidzieć takie sprawy wcześniej. W tym przypadku powinnam wiedzieć, czy będę głodna jutro o 11. Dobrze, że nie spytała jaki jutro będę miała humor, nie chciałabym się jej narazić brakiem wiedzy w tym temacie.
- Raczej nie. O tej godzinie? Może jakiś mały lanczyk.
- Czyli że co? – wyczułam już lekkie zniecierpliwienie po drugiej stronie łącza.
- No lancz, to taki obiad, tylko po warszawsku – próbowałam zażartować. Niepotrzebnie.
- Po warszawsku? Obiad? O czym ty mówisz? To mam zrobić ten obiad? – zniecierpliwienie skoczyło poziom wyżej.
- Oj mamuś, nie będę jadła obiadu o 11.
- Lanczyk, sranczyk. Konkretnie. Jak obiadu nie, to na lancz herbatę podam!
- To u ciebie się na lancz je herbatę?
- Tak!
- To ja sobie zjem jabłko w samochodzie.
- Dobrze, a potem zajedź na herbatę.
- Mlask!

D&G

* MSiB – Miasto Seksu i Biznesu.

Dlaczego?

- Dlaczego nie piszesz nic ostatnio na blogu? Chętnie bym coś poczytała – powiedziała do mnie Żaba dzisiaj w pracy.
- Chętnie byś coś poczytała o sobie? – lekko złośliwie dorzuciłam. Lekko.
- Nie, nie – odpowiedziała szybko – chętnie bym coś poczytała w ogóle. O bohaterach bloga np. – tutaj chwilę pomyślała i dodała – …a że głównym bohaterem jestem ja, to już inna sprawa.

Żaba, którą lekko uraziła żabia definicja tajemnicy (klik), postanowiła pokazać mi, że jednak można tę tajemnicę dochować i podzielić się nią ze światem zewnętrznym (w tym przypadku światem tym była Twarda, z którą umówiliśmy się na kolację), samej jej nie zdradzając. I dzięki temu można być w porządku wobec osoby, którajej tę tajemnicę powierzyła (w tym przypadku osobą tą byłam ja, niestety).
- G, powiedz Twardej, co się wczoraj u Ciebie mega ważnego i tajemniczego wydarzyło i co w związku z tym robiłaś późnym wieczorem – powiedziała wyżej wymieniona, jak tylko usiadłyśmy przy stoliku w knajpie.
- Eeeee – odpowiedziałam zaskoczona.

A Twarda wiadomo, zastrzygła uszami i nie odpuściła…

D&G

O wycenach

Wysyłam podwykonawcy koncepcję budynku do wyceny projektu branżowego. Duży dom z basenem, na bogato. Otrzymuję maila bez wyceny, ale za to z komentarzem:
- Mają rozmach skurwysyny!

D&G

Joł men

Wymieniam się z Mamą G smsami. W pewnym momencie zaczyna marudzić.
- Bosz – komentuję.
- Co to „bosz”? – pyta.
- Boże, tylko po hipstersku – odpisuję.
- Czaję – szybko dostaję odpowiedź.

Mama G jest cool dziewczyna.

D&G

O słuchaniu ze zrozumieniem

- Nikt mnie nie słucha – poskarżyła się moja ulubiona żabia koleżanka z pracy.
- Ja cię słucham – odpowiedziałam szybko – powiedz mi ładnie o co chodzi.
- Muszę wykazać, że… – i tutaj usłyszałam potok dziwnych niezrozumiałych dla mnie fachowych określeń z żabiej pracy.
- Możesz powtórzyć?  – poprosiłam, bo nie mogłam się skupić już na trzecim wyrazie. 
- Muszę wykazać, że…
Zadzwonił telefon. Odebrałam z ulgą. Żaba spojrzała na mnie, strzyknęła jadem i zapytała:
- Przestałaś słuchać po drugim słowie?
- Tak.
- Chociaż szczera jesteś.

D&G

O pomocnej dłoni

- Skąd wracasz? – słyszę w słuchawce. Rozmawiam z kolegą.
- Z siłki – odpowiadam.
- G, siedziałaś w pracy do 19 i jeszcze poszłaś na siłkę? – opierdol wisi w powietrzu.
- No wiem, ale byłam tak niezdrowo podniecona, że musiałam się styrać – tłumaczę.
- Następnym razem zadzwoń do mnie. Styram cię tak porządnie, że się nie podniesiesz.

Warto mieć przyjaciół. Pomogą, kiedy tego potrzebujesz.

D&G

Żabie wyżyny

- Jesu, ale dzień – mówi do mnie Żaba, przy wspólnym późnym obiedzie, który zresztą dla mnie zrobiła. Żaba jest w porządku.
- Muszę się wspiąć na wyżyny swojego intelektu, żeby jeszcze jeden temat ogarnąć – kontynuuje, patrząc z zadowoleniem, jak pochłanianiam posiłek. Przepyszny zresztą.
- Na wyżyny czego? – pytam z pełnymi ustami.
- Intelektu.
- Czego?
- No intelektu! – powtórzyła z rozpędu i w końcu zajarzyła – pieprz się, G.

O obiedzie, który zrobiła dla mnie (i dla siebie też) Żaba, od rana wiedzieli wszyscy, m. in. laski z Barcelony, bo wyżej wymieniona wrzuciła zdjęcia na wspólny komunikator. Było to widocznie ważne przedsięwzięcie. Jak się okazało potem, najważniejsze. Gwiazda wpadła do biura przed 12, pogadałyśmy chwilę, po czym zaczęłam się ubierać.
- Gdzieś ty idziesz? – usłyszałam oburzenie.
- Mam spotkanie w innym mieście – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Ale wrócisz…?
- Do biura?
- Na obiad!

Praca nieważna, poczeka. Brzuszek nie…

D&G

O pomocy w rodzinie

Żabi Mąż poprosił małżonkę swą o  pomoc. Otóż miała ona udać się po drodze z pracy do domu (czy też odwrotnie) po materiały niezbędne do jego pracy. Tego męża pracy. Żabiego zresztą. Poleciała, kupiła, wraca. Zadowolona i spocona. Trochę, bo pędziła. Dzwoni do niego, oczekując pochwały. A po drugiej słuchawki wytłumaczono jej spokojnie, że musi jechać ponownie, gdyż kupiła rzeczy nie takie jak trzeba. Żaba zmełła przekleństwo w ustach i jako, że było za pięć do zamknięcia sklepu, zadzwoniła do pana sklepikarza, żeby nas nią poczekał. Przysłuchuję się rozmowie z zainteresowaniem. Zresztą, nawet gdybym nie chciała się przysłuchiwać, to nie mam wyjścia, Żaba mi na to nie pozwala, bo jest podekscytowana i głośna. Tak dla odmiany.
- Dzień dobry, byłam u Pana dzisiaj po te rzepy, ale kupiłam złe.
- No dzisiaj byłam – tłumaczy – no wiem, że dzisiaj było dużo ludzi. Rzepy dla Żabiego Męża kupiłam… – Żaba zaczyna tracić cierpliwość.
- No dobra, jestem żoną tego faceta, który przyjeżdża do pana regularnie i strasznie marudzi – tutaj rozpromieniła się, spojrzała na mnie i wyszeptała w moją stronę – zczaił.
- Żabo, jak wy wiele macie z Żabim Mężem wspólnego… – dodałam ze wzruszeniem.

D&G

O języku polskim

Pamiętacie, że Mama G fantastycznie używa języka polskiego. Tak po swojemu. Niezorientowanych odsyłam do wpisu: Jeszcze tylko o Mamie G.
Dzisiaj via fon usłyszałam:
- Nie wytrzymam do 23 maja.
- A co masz 23 maja?
- Idę do Osobistej Kosmetyczki na manicure.
- A co się teraz dzieje?
- Pazury mi rosną jak u JASZCZĘBIA.
Popłakałam się. Naprawdę.

D&G

O wołach

- I tam, do tej restauracji Inwestor chce wnosić półtusze wołowe, by na oczach klientów robić z nich steki – przekazuję  podwykonawczyni wytyczne do projektowania – nie nam oceniać, czy to jest fajne do oglądania.
- Ale pani G, z racicami?

D&G

O mówieniu

- Wiesz, odnoszę wrażenie, że jak przestaję mówić, to ludzie mają nieodpartą potrzebę mówienia do mnie i zwierzania się – pożaliła mi się Żaba i po chwili dodała – a mi się nie chce ich słuchać.
- No i się wyjaśniło – odpowiadam.
- Co?
- Dlaczego tyle mówisz. Żeby nie pozwolić robić tego innym. Dla dobra ludzkości.

Żaba zrobi wiele, by ulepszyć świat. To dobry człowiek jest.

D&G

Po powrocie po robocie

Żaba na kilka dni wyjechała do Włoch, żeby dla odmiany trochę odpocząć. Spotykam we wtorek Żonę Szpicbródki w kuchni i wymieniamy się informacjami na temat żabiego powrotu.
- Kiedy wraca? – pyta Żona Szpicbródki.
- W środę, trzeba szybko pracować i jak najwięcej zrobić, bo jak wpadnie, to wiesz co będzie – odpowiadam.
- Nooooo, pracować to się przy niej nie da.

Dzisiaj Żaba wpada do biura, roześmiana i głośna (nic nowego), zgarniając po drodze do kuchni ludzi, by napić się kawy. Zobaczył ją Szpicbródka i wykrzyknął :
- No i po robocie!

D&G

Ps. Stęskniłam się za nią.

Piąty dzień długiego

Po długim weekendzie, który i tak jak zwykle był za krótki, czuję się wypoczęta, wyspana i zadowolona. Siedzę w pracy od samego rana i dłubię zawzięcie. O 14 wyszłam na spotkanie z Inwestorem, a w tym czasie Żaba, która „do pracy” przyszła tylko po to, żeby odebrać paczkę z zamówioną bransoletką, dzwoni do mnie gdzież ja jestem, kiedy ona jest w biurze. Więc lecę do niej przez całe miasto. Wpadam do biura i słyszę jak umawia się przez telefon na manicure.
- To co, przyjmie mnie pani? Jestem stałą klientką. Nie kojarzy pani? Jak wyglądam? No blondynka, ma chłopców bliźniaków. Dalej nic? I wiecznie marudzi, że jej niewygodnie. No! Wiedziałam, że mnie pani od razu rozpozna!
I patrząc na mnie:
- Dobra G, idę na paznokcie.

D&G

Ps. Ale wiadomo, zjadła ze mną jeszcze obiad.

O drzewach

Pojechaliśmy z Żabą na lancz nad rzekę. Zadzwoniła, że ma zły humor i jest jej bardzo źle, rzuciłam więc wszystko (mimo, że muszę na jutro oddać projekt) i pojechałam ją wesprzeć, czytaj zjeść z nią cokolwiek.
Pogoda piękna, jemy, pitolimy, Żaba się żali, ja ją rozumiem, pełen chillout.
- Posadziliśmy dziś u mojego inwestora sześćdziesiąt drzew – powiedziała moja rozmówczyni.
- Ale fajnie. Ile ty posadziłaś? – pytam zaintrygowana, bo bardzo mi się takie sadzenie podoba.
- Dwa – odpowiada Żaba – każde ma swoje imię. Albo numer.
- I nazwałaś swoje Żaba-1 i Żaba-2? – rzuciłam śmiejąc się z tego, że Żaba mogłaby tak nazwać drzewa.
- Oczywiście! Nazwałam je Żaba-13 i Żaba-52, bo takie numery dostałam.

Zatkało mnie. Naprawdę. Nazwała drzewa „Żaba”.
Zielona jest w porządku.

D&G

O kalendarzu wg Małej Mi

- Gadałam z Paszczakiem. Jedziemy do apartamentu starego Paszczaka, zwanego Starym! – mówię do Małej Mi podniecona.
- Super. Przygotuję kalendarz z datami weekendów i się wpiszemy kiedy nam pasuje. Może dodam też czerwiec, bo w sumie jest połowa kwietnia i maj już się kończy.
- …

D&G

O pretensjach

Nie widziałam Żaby będzie już ze trzy tygodnie. Ogarnia jakiś audyt i ma sraczkę pracową u swojego Inwestora. Ja w tym czasie chodzę normalnie do biura jak biurwa i walę codziennie w klawiaturę jak klawiaturwa. Aż wczoraj Żaba wpadła i zasiadła na przeciwko mnie.
Pogadałyśmy chwilę, jak gdyby nigdy nic, po czym obie pochłonęła praca. O 12 mówię:
- Żabo jadę na budowę.
- Ale wrócisz?
- Nie, dłużej mi dziś zejdzie.
- No wiesz! To ja dziś przyszłam do biura, a ty se na budowę jedziesz?

D&G

O przyjaźni, która okazała się być płytką jak brodzik

Osobista Kosmetyczka zadzwoniła dzisiaj z samego rana i wzięła mnie tym samym mocno pod siuśkę, gdyż byłam nieogarnięta i nie do końca klejąca… Jak można zrobić coś takiego swojej przyjaciółce w poniedziałek o świcie? To nie ludzie tak robią, to wilki!
- Umówiłam cię jutro rano do laboratorium na badanie krwi, w końcu sprawdzisz sobie tarczycę – usłyszałam.
Przełknęłam ślinę, bo się zestresowałam w 3 sekundy. Nie pamiętam, czy wspominałam, że mam igłofobię i panicznie boję się zastrzyków, pobierania krwi i wszelkich iniekcji w ogóle.
- ale jutro nie mogę – odpowiedziałam zgodnie z prawdą, bo nie mogę, ani jutro, ani pojutrze, ani nigdy.
- To kiedy? – Osobista zaczęła drążyć. Po długiej dyskusji, bo bicz nie odpuszczała, udało mi się zyskać kilka dni życia ekstra i zostałam umówiona na piątek.
Upocona i cała w nerwach jeszcze walczę ostatkiem sił:
- Słuchaj, a to badanie to nie można by zrobić…
- Nie G, nie można zrobić ani ze śliny, ani z kupy, ani z siku – dokończyła za mnie i dodała – przełożyłaś badanie i teraz do piątku będziesz miała sranie. A tak jutro miałabyś z głowy. Papa – I się rozłączyła.

Jestem teraz w stanie mentalnej sraczki. I nie zamierzam się już kolegować z Osobistą aż do następnego spotkania. Ha!

D&G

Ps. Widziałam się z nią następnego dnia. Znów jesteśmy koleżankami.

O podnietach

- Powiedz mi – pytam Małej Mi – czy ja zawsze mam tak dużo energii, czy tylko ostatnio?
Pytam, bo Mama G uważa, że jestem niezdrowo podniecona, a Żaba mi się każde przebadać na tarczycę.
Chwila ciszy po drugiej stronie łącza i widzę na ekranie dyplomatyczną odpowiedź:
- Zawsze masz dużo energii, ale ostatnio masz dodatkowo takie jakby „ataki”.
- …

D&G

O braniu

Dawno nie widziałam się z Muszkatołową, której ostatnio nie chce się chodzić na siłownię.
- Miałam branie na siłce – chwalę się,  ale jednocześnie zachęcam Muszkatałową, żeby się w końcu pojawiła w klubie.
- Hehe, a co cię wzięło, G?
- Lumbago…

D&G